Gehenna ojca trwa... Mimo prawomocnego postanowienia sądu o weekendowych widzeniach z synem, matka nadal ma za nic polski wymiar sprawiedliwości. Policjanci bezczynnie rozkładają ręce, w tle szarpaniny, pogróżki, rasizm i powoływanie się na wpływy...
Do kolejnego bulwersującego zdarzenia doszło ponownie w Krakowie, podczas kolejnej próby spotkania ojca Bartłomieja Guzowskiego. Wezwani na miejsce funkcjonariusze Policji nie byli wstanie zapanować nad towarzyszącemu matce dziecka mężczyźnie.
O sprawie piszemy od kilku miesięcy. Wszystkie artykuły znajdziesz pod linkiem
Doszło do tego, że przy funkcjonariuszach Pan Bartłomiej został opluty i kilkukrotnie uderzony. Obecny partner matki straszył obecnych na miejscu Policjantów, że zadzwoni po „swoją” policję z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz wyzwał obecną na miejscu obywatelkę Ukrainy.
Całe zdarzenie zostało nagrane, a film ten został przekazany do Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Skontaktowaliśmy się z Rzecznikiem Prasowym Komendy Miejskiej Policji w Krakowie i prosiliśmy o komentarz i odpowiedz na kilka pytań w tej sprawie. Odpowiedzi udzielił nam mł. Insp. Sebastian Gleń, który zapewnił na, że materiał filmowy został przekazany śledczym, którzy będą go analizować i ustalać czy doszło do przestępstwa na tle narodowościowym.
Dodał również, że jeżeli Pan Bartłomiej będzie czuł się zagrożony lub dojdzie do aktów jakiejkolwiek przemocy ma kontaktować się z Policją, a funkcjonariusze przeprowadzą odpowiednią interwencję. Rzecznik Prasowy potwierdził również, że do Komisariatu Policji V w Krakowie wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa uprowadzenia małoletniego z art. 211 kk, a obecnie prowadzone są czynności w tej sprawi, które mają wyjaśnić sprawę czy doszło do fałszywego zawiadomienia ze strony matki dziecka.
Wszelkie nowe informacje na ten skandaliczny temat będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.